piątek, 24 stycznia 2014

Kilka słów o miłości.

" Miłość jest jakaś niedorobiona, przychodzi do mnie i przyprowadza kogoś kogo zapomniała poinformować że też ma mnie kochać."
Anonimowa w sieci.


Chciałam już napisać że dręczy mnie problemu nieodwzajemnionej miłości, ale przecież to już czwarty raz w moim 20 letnim życiu. Tak... zakochać się, to na prawdę niesamowite uczucie, jednak w momencie gdy druga osoba nie darzy nas taką samą sympatią pojawia się problem. 
Zacznijmy jednak od samej miłości, moim zdaniem odbieranie miłości jako uczucia samego w sobie jest błędne, to że ciągnie nas do kogoś i w jakiś sposób kogoś pożądamy to zakochanie, lub po prostu uczucie mocniejsze od innych. Miłość sama w sobie jest moim zdaniem typem relacji zachodzących między człowiekiem a człowiekiem, człowiekiem a grupą ludzi, lub np. między człowiekiem a Bogiem. Czemu jest type relacji? Ponieważ w miłości chodzi właśnie o relacje nie o poszczególne uczucia. W końcu to że kogoś tak naprawdę kochamy nie jest określone tylko po tym że jest dla nas idealny pod względem fizycznym czy duchowym, muszą pojawić się relacje. 
Co to za relacje?
-Zaufanie.
-Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa.
-Poświęcenie dla drugiej osoby.
-Akceptacja, tego co może nam przeszkadzać w drugiej osobie. 
Gdyby tak się zastanowić to o to samo chodzi w przyjaźni, bo miłość to tak naprawdę przyjaźń tylko jest w niej wiele innych uczuć. 
Niestety większość ludzi - mówię to głównie o nastolatkach - nie wie co to miłość, a stwierdzenie "Kocham cię." rzuca na próżno, po to by potem obdarować nim kogoś innego... Tak, zmienianie partnerów co pół roku i mówienie im że się ich kocha po dwóch tygodniach znajomości to głupota i dziecinada. 

Chociaż chyba większą głupotą jest to co mnie trafiło... zauroczyłam się, ale nie w byle kim... jedno słowo żeby go scharakteryzować... klecha. Przystojny, o pięknym głosie, za którym szaleje nie mało dziewczyn z mojego roku... tak studiuje na mojej uczelni, a ja chyba wręcz psychopatycznie wykorzystuję każdą chwilę żeby móc spojrzeć na niego choćby przez moment, potem wracam do domu i uderzam się w głowę mówiąc "Pojeb**o cię!" Taki "miłosno"-krytyczny moment dla mnie, moje hmm... pożądanie, o ile to dobre określenie spiera się z moim sumieniem. Niby nic, bo przecież skoro jest klechą to mogę sobie już odpuścić, niestety, nie jestem osobą która odpuszcza, zwłaszcza gdy są szanse. Jest to dla mnie żenujące, ale i na swój sposób zabawne.
Ahh... ta piękna zakazana miłość xD.



Mieliście równie nietypowy problem jeśli chodzi o uczucia? Pochwalcie się ;)

1 komentarz:

  1. Jeżeli wiesz na 100%, ze go kochasz i on ciebie, to walcz o niego i tą miłość. On nie ślubował celibatu Bogu, a tylko swojemu biskupowi. Zmieniły sie przepisy i biskup moze go zwolnić z przysięgi. Ja tego kiedyś nie wiedziałam i uciekło nam prawie całe życie, oboje bardzo załujemy... Pan Bóg nie ma nic wspólnego z celibatem. To kościół dba o swoje. Pozdrawiam, O.N.A.

    OdpowiedzUsuń